wtorek, 9 listopada 2010

Akcje czy nieruchomości. W co inwestować?

     Zanim jednak odpowiem na to pytanie, chciałbym podać pewien przykład, który może być znajomy dla tych, którzy mieli styczność z książkami Roberta Kiyosakiego. Spotykam się z nim za każdym razem, gdy czytam publikacje na temat inwestowania w nieruchomości, i muszę przyznać, że mnie przekonał. Dzięki niemu inaczej analizuję zyskowność inwestycji, i uważam, że taki tok rozumowania ma duży sens. Jeśli uważacie inaczej to z przyjemnością wysłucham waszych opinii na ten temat (na przyklad w komentarzach). Jestem bardzo otwarty na inny punkt widzenia, bo może sprawi, że dostrzegę coś, czego teraz nie widzę. 
     Przechodząc do rzeczy. Dla naszego przykładu przyjmijmy brak opłat, prowizji i innych dodatkowych kosztów związanych z inwestycją. Będzie nas tylko interesował sam zwrot, bo tak będzie bardziej przejrzyście. Zakładamy, że mamy do zainwestowania 100 000. Zobaczmy teraz jak będzie wyglądała nasza inwestycja przy zakupie akcji i nieruchomości.

AKCJE.
Za 100 000 możemy kupić akcje warte 100 000 (nie biorę pod uwagę opcji i innych pochodnych, bo one są raczej hazardem a nie inwestowaniem). Przy dużym szczęściu, jeśli dobrze trafiliśmy, załóżmy że wzrosły o 100% i teraz posiadamy 200 000. Przez ten okres wzrostu musimy trzymać akcje bez możliwości korzystania z wypracowanego zysku. Gdybyśmy chcieli go użyć musielibyśmy sprzedać papiery i przez to pomniejszyć wartość inwestycji.

NIERUCHOMOŚCI.
Za 100 000 możemy kupić nieruchomości warte 400 000. Robimy to biorąc kredyt hipoteczny z 25% depozytem własnym. W tym przypadku już na starcie mamy dużo większy portfel inwestycyjny. Jest to bardzo proste do zrealizowania bo banki chętniej udzielą kredytu pod mieszkanie niż na zakup akcji. Dzięki temu możemy użyć tak zwaną dźwignię finansową i skorzystać z cudzych pieniędzy. Warunkiem jest, żeby nieruchomości te były pod wynajem (w końcu jest to inwestycja). My osobiście nie spłacamy rat kredytu tylko robią to wynajmujący. Dla tego przykładu przyjmijmy, że wartość mieszkań urośnie tylko 9% co roku. 
Po ośmiu latach powinno nam to dać podwojenie wartości naszego portfolio, które będzie wynosiło 800 000.
Da nam to w sumie 800% zysku z zainwestowanego kapitału (bo my włożyliśmy tylko 100 000), czyli około 30% rocznie. Nie wliczając zysków z wynajmu i spłaconych rat kredytowych, które idą też na nasze konto. O tych i innych korzyściach napiszę jednak w innych artykułach bo jest ich zbyt dużo, żeby zmieścić w jednym wpisie.

Jaka więc jest odpowiedź na zadane pytanie w tytule? Moim zdaniem obie inwestycje są dobre. W długim terminie inwestować w nieruchomości dla pasywnego dochodu, a w krótkim zdobywać kapitał na giełdzie. Akcje mogą nam dać zarobić dość dużo i jednorazowo. Nieruchomości jednak mogą uczynić nas niezależnymi finansowo. A wy co wolicie?



4 komentarze:

  1. Nie ma zadnej gwarancji, ze ceny nieruchomosci beda rosly wedlug podanego schematu.

    OdpowiedzUsuń
  2. gwarancji nie ma, tak samo w przypadku akcji, założenia są robione na podstawie danych historycznych, gdzie średnio nieruchomości i giełda rosną na przestrzeni wielu lat. Dodatkowym ważnym warunkiem powodzenia jest żeby nie kupować po pełnej cenie tylko poniżej wartości. Ale to też pominąłem w tym przykładzie, chodziło mi na razie tylko o sam tok rozumowania. Dokładną analizę inwestowania w nieruchomości napiszę wkrótce w oddzielnym wpisie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zamiast kupować akcje, można kupić kontrakty terminowe. Wtedy też posługujemy się dźwignią finansową.

    OdpowiedzUsuń
  4. @anonimowy
    mozna, ale wtedy to juz bardziej hazard niz inwestowanie. Mozna stracic wszystko lub syskac wiele.

    OdpowiedzUsuń